Jesteś tutaj: Home » Adventure Team » Narciarskiego safari ciąg dalszy

Narciarskiego safari ciąg dalszy

Po wczorajszym szusowaniu na Silvretta Arena niektórzy mają trochę zakwasów, ale do jazdy na nartach nie trzeba było dzisiaj nikogo specjalnie namawiać. Zmieniliśmy jednak ośrodek i pojechaliśmy do Galtür, gdzie dwa dni temu wprawialiśmy się w biegówkach.

20151215_110329

Piękne widoki na stokach w Galtür, fot. Jacek Bonecki, zdjęcie wykonane smartfonem LG G4

20151215_104653

Gotowi do zjazdu, fot. Jacek Bonecki, zdjęcie wykonane smartfonem LG G4

W pierwszym momencie szkoda nam było zamieniać Arenę na Galtür, ale ten drugi ośrodek, mimo że znacznie mniejszy i niżej położony, ma swoje mocne strony. Stoki są doskonale przygotowane, zwłaszcza na zboczu schodzącym do jeziora Kopssee. Widzieliśmy zresztą pracujące ratraki i armatki śnieżne. Poza tym było naprawdę mało ludzi i stoki mieliśmy właściwie tylko dla siebie. Najwięcej jest tu tras przeznaczonych dla średniozaawansowanych, co wcale nie przeszkadza, żeby w tym ośrodku trenowały dzieci. Mijały nas co jakiś czas szkraby może czteroletnie, które świetnie radziły sobie z różnymi manewrami.

P1013008

Stoki są dodatkowo naśnieżane, fot. Jacek Bonecki, fotografia wykonana aparatem Olympus

 To trochę tłumaczy zdziwienie jednego z naszych instruktorów, który nie chciał uwierzyć, że dwie osoby z ekipy Traveler Adventure Team wczoraj jeździły po raz pierwszy w życiu na nartach. Trzy razy upewniał się, czy aby na pewno dobrze nas zrozumiał. Trudno mu się dziwić, skoro w Austrii przypina się deski dzieciaczkom, gdy tylko nauczą się dobrze chodzić.

P1013058

Jeździliśmy pod czujnym okiem instruktora, fot. Jacek Bonecki, fotografia wykonana aparatem Olympus

P1013028

Energia nas rozpiera, fot. Jacek Bonecki, fotografia wykonana aparatem Olympus

Dziś warunki do jazdy były nadal bardzo dobre, choć pojawiły się chmury i lekki wiatr. Na razie nie są zapowiadane większe opady śniegu  – to anomalia pogodowa, bo o tej porze roku cała dolina Paznaun jest już zwykle biała.

20151215_110506_Pano

fot. Jacek Bonecki, zdjęcie wykonane aparatem Olympus

Nie ma nart bez après-ski. Nie zamierzamy naruszać tego odwiecznego rytuału, dlatego po oddaniu sprzętu do wypożyczalni idziemy zapoznać się bliżej z barami Ischgl. Miasteczko wydaje się do tego wprost stworzone. Samych hoteli jest koło pięćdziesięciu, a w każdym jakiś klub, bar, restauracja. Każdy lokal stara się czymś zachęcić turystów do wejścia. Nad jednym wypatrzyliśmy na przykład wypchanego niedźwiedzia, który kiwa głową i macha łapą do przechodzących. Wzniesiemy toast za miśka. Nie jakimś ordynarnym trunkiem, tylko Zirbenschnaps – lokalną nalewką na szyszkach sosny limby, dobrą na trawienie. Bo przecież pijemy na zdrowie. Musimy być w dobrej kondycji, jutro wyruszamy na Szlak Przemytników.

P1012993

Nasza przewodniczka Nina, fot. Jacek Bonecki

P1013263

fot. Jacek Bonecki

P1013313

fot. Jacek Bonecki